Szczepanik w Tarnowie
Spis artykułów
Jan Szczepanik związany był z Tarnowem od roku 1902 aż do swej śmierci w roku 1926. W roku 1901 wybranka Jana Szczepanika przeniosła się z rodziną do Tarnowa, w którym jej ojciec otrzymał posadę lekarza powiatowego. W ten sposób, podążając za głosem serca, genialny odkrywca trafił do Tarnowa.
Jan Szczepanik w roli pana młodego przyjechał do Tarnowa z Wiednia w towarzystwie wspólnika Franza Habricha, którego zaprosił na swój ślub. Przyjechali pociągiem, bowiem Tarnów od roku 1852 należał do miast posiadających linie kolejowe i dworzec, dlatego po "cesarskim gościńcu" biegnącym ulicami: Krakowską, Wałową, Lwowską nie kursowały już dyliżanse z Wiednia do Lwowa. Natomiast z tarnowskiego dworca kolejowego odprawiano dziennie sześć pociągów relacji Kraków - Lwów (dwa pospieszne, dwa osobowe i dwa składy łączone; osobowo - towarowe). Raz dziennie odjeżdżał pociąg z Tarnowa do Leluchowa, a raz w tygodniu z Tarnowa można było dojechać do Nowego Sącza.
Obaj mężczyźni mieli bagaże, dlatego po dotarciu do celu podróży skorzystali z dorożki, która czekała na klientów na postoju w pobliżu dworca kolejowego, nią udali się ulicą Krakowską na Kaczkowskiego, do domu weselnego. Jechali szeroką jezdnią, wzdłuż której rosły akacje, o tej porze roku pozbawione liści, mijali uliczne lampy naftowe. Habrich ciekawie przyglądał się ładnym piętrowym kamienicom. Szczepanik wzruszony milczał.
Ach, co to był za ślub
W sobotę 8 listopada 1902 roku Jan Szczepanik - znany w świecie wynalazca w dziedzinie tkactwa - zawarł sakramentalny związek małżeński z Marią, Hiacyntą, Wandą (trojga imion), córką Katarzyny i Zygmunta Dzikowskich.
Narzeczeni do Katedry pojechali karetą zaprzężoną w białe araby księcia Sanguszki. Na trasie przejazdu pozdrawiało ich wielu przechodniów. A w Katedrze zgromadził się spory tłum ludzi zaciekawionych ślubem tej pary. Nieczęsto tarnowianie mieli okazję podziwiać tak wyjątkowych nowożeńców, panna młoda to córka znanego i szanowanego lekarza powiatowego, pan młody to sławny wynalazca, kawaler Orderu Izabeli Katolickiej, o którym tarnowska "Pogoń" pisała w roku 1898: "Obecnie uczynił nasz rodak Szczepanik doniosły wynalazek w dziedzinie tkactwa i chce podobno w kraju złożyć fabrykę, aby tu napływały miliony za wyroby tkackie jego sposobem produkowane, a jednak obawiać się należy, czy znajdzie zachętę, pomoc i poparcie".
Zainteresowanie budzili także goście weselni, którzy przybyli na uroczystość weselną ze Lwowa, Krakowa i Wiednia. Trudno więc dziwić się, że niektórzy ze zgromadzonych w świątyni, powychodzili na stopnie neogotyckich konfesjonałów, by wszystko dobrze widzieć.
Ślub z "nieletnią" - tylko za zgodą ojca
W tarnowskiej Bazylice Katedralnej w Księdze Ślubów Tarnów. Strusina III 1896 - 1920 s.143 m 49 widnieje zapis ślubu Jana Szczepanika z Wandą Dzikowską (zdjęcie powyżej). Wcześniej pan młody przedstawił władzom kościelnym świadectwo zapowiedzi ślubnej (Verküd - Schein Nr 929), wystawione 2 listopada 1902 roku w parafii św. Karola w Wiedniu.
Pan młody miał lat 30, panna młoda była od niego młodsza - miała 23 lata.
Świadkami uroczystości byli: Paweł Henisz, urzędnik i Alfred Dzikowski, obywatel miasta Lwowa i kupiec. Związek małżeński pobłogosławił ksiądz kanonik Jan Stopczyński ze Lwowa.
W akcie ślubnym zwraca uwagę następująca adnotacja: "Ja niżej podpisany ojciec zezwalam mej małoletniej córce: Maryi Jacencie Wandzie (3. im.) na zawarcie związku małżeńskiego z Janem Szczepanikiem, na co się wobec powyższych dwóch świadków podpisuję: Zygmunt Dzikowski".
Państwo Młodzi - Wanda i Jan Szczepanikowie
Po uroczystości w Katedrze a przed przyjęciem weselnym, które odbywało się w mieszkaniu rodziców panny młodej, przy ulicy Kaczkowskiego, nowożeńcy udali się do pobliskiego zakładu fotograficznego Tadeusza Mroczkowskiego, by zrobić pamiątkowe zdjęcia (fotografia na górze strony). Wzruszonych państwa młodych widzimy na tle nastrojowej dekoracji, wykonanej przez malarza Aleksandra Mroczkowskiego, ucznia Jana Matejki. Właściciel atelier - Tadeusz Mroczkowski nie wiedział, że robi zdjęcie ślubne prekursorowi fotografii barwnej.
|
|
|
Fotografia zrobiona na drugi dzień po ślubie Wandy Dzikowskiej z Janem Szczepanikiem. Od lewej stoją: Zofia Dzikowska, pułkownik Dzikowski, Jadwiga z Heniszów Długoszowa, Franz Habrich (wspólnik Szczepanika), Zofia Henisz, Jadwiga Dzikowska, Zdzisław Dzikowski, Alfred Dzikowski. Siedzą: Paweł Henisz, Helena Dzikowska, Wanda i Jan Szczepanikowie, Katarzyna i Zygmunt Dzikowscy. |
Tuż po ślubie nowożeńcy opuścili Tarnów i udali się do Wiednia, gdzie zakupili mieszkanie. W czasie "wiedeńskim" trwającym 4 lata młodzi małżonkowie wiele podróżowali po Europie, zwiedzili między innymi Paryż i Londyn. Mieszkanie doktora Dzikowskiego często odwiedza listonosz. Wśród przesyłek są te, niecierpliwie oczekiwane "od Szczepaników". Przychodzą dobre wieści; pracują, podróżują. Informują o nowych patentach Jaśka, o wrażeniach z wycieczek, przesyłają zdjęcia.
Rodzice są zadowoleni - to dobre wiadomości. Wkrótce dociera bardzo dobra wiadomość, o której w skrytości ducha marzyli - młodzi małżonkowie spodziewają się dziecka. W roku 1904 w wiedeńskiej klinice urodził się ich pierwszy syn - Andrzejek.
Promowanie wynalazków tkackich Szczepanika przebiegało tymczasem z niepowodzeniami, w związku z czym wynalazca popadł w tarapaty finansowe. Niewielkie zainteresowanie przemysłową produkcją gobelinów, przy wysokich kosztach badań laboratoryjnych i produkcji prototypów doprowadziło wynalazcę - konstruktora do poważnych kłopotów finansowych. Szczepanik zmuszony zostaje do zlikwidowania towarzystw i do zamknięcia swojej pracowni w Wiedniu. W tym trudnym momencie pomocną dłoń wyciągnęli do młodych rodzice Wandy, którzy zaproponowali im wspólne zamieszkanie, najpierw przy ul. Kaczkowskiego, następnie zaś w nowo wybudowanej kamienicy przy ul. Sowińskiego 11 (na zdjęciu po prawej).
W tarnowskim laboratorium
Pobyt w Tarnowie w latach 1905 - 1914 Jan Szczepanik wykorzystuje na prace badawcze w zakresie fotografii barwnej. Niełatwa sytuacja materialna sprawia, że rolę laboratorium pełni poddasze kamienicy przy ulicy Sowińskiego. Tu wynalazca prowadzi eksperymenty i próby, których celem było uzyskanie barwnych zdjęć oraz wykonanie barwnych odbitek fotograficznych. Przystępując do żmudnej i długotrwałej pracy nad fotografią barwną miał na swym koncie osiągnięcie również i w tej dziedzinie - skonstruował aparat fotograficzny i rzutnik do zdjęć w barwach zasadniczych.
Zbyszka Szczepanika fascynował ojciec poruszający się wśród niezliczonej ilości pojemników, pudełek i słoików zawierających przeróżne substancje i płyny, które łączył, mieszał a następnie sprawdzał uzyskane barwy. Zbyszko, który odziedziczył po ojcu talent odkrywczy po latach opowiadać będzie młodszej siostrze o laboratorium na ul. Sowińskiego w Tarnowie:
"Pamiętam duże kopioramki do wyświetlania próbek i ciągle krążących rodziców, ustawiających te ramki do słońca. Stałe dyskusje i sprawdzanie, jak która barwa wychodzi. Pamiętam ewakuację laboratorium w czasie pożaru, jaki wybuchł na poddaszu, i Ojca wynoszącego w pośpiechu butlę z kolodium i rozpuszczalnikami.
W laboratorium panowały zapachy różnych olejków eterycznych używanych do uczulania papierów. Były tam olejki z rozmaitych kwiatów. Na czołowym miejscu geranium, olejek różany - a przede wszystkim dominujący zapach anyżu. Był to olejek w ekstrakcie (anethol) używany w dużych ilościach jako uczulacz. Zapach ten tak wypełniał wszystkie kąty, tak wnikał w ubrania, wszelkie papiery i notatki Ojca, że jeszcze po latach papiery należące do niego można było poznać po tym zapachu. Nic dziwnego, że u wszystkich wytworzyło się wyjątkowe uczulenie, tak że chyba nikt z rodziny nie wypił nigdy kieliszka anyżówki.
Praca Ojca wymagała przebadania tysięcy chemikaliów, wykonania dziesiątek tysięcy prób. Pamiętam wypowiedź Ojca, który określił liczbę przeprowadzonych prób na bliską 100 000. W oczach zachowałem obraz Ojca z tych czasów z różnobarwnymi próbkami w rękach zabarwionych również tymi samymi barwnikami. Przy wstrząsaniu próbek w probówkach Ojciec miał zwyczaj zatykać je palcem, podejrzewam nawet, że używał palców we właściwy sposób, według barw..."
Okres pobytu w Tarnowie był ogólnie okresem pomyślnym w życiu Jana. W latach tych przyszły na świat kolejne jego dzieci - Zbigniew (1906), Bogdan (1908), Bogusław (1912) i Maria (1914), w tym też czasie Jan opatentował szereg wynalazków z dziedziny fotografii barwnej.
Na fotografii synowie Jana Szczepanika z dziadkami. Pierwszy z lewej - stoi obok babci Katarzyny Dzikowskiej - Zbyszko. Pierwszy z prawej - obok dziadka Zygmunta Dzikowskiego - Bogdan. Zdjęcie zrobiono przed wejściem do kamienicy przy ulicy Sowińskiego, ok. 1912 r.
Jedno tragiczne wydarzenie zdołało jednak zmącić szczęście rodziny. Była to śmierć pierworodnego synka - Andrzejka, który w roku 1907 utopił się w studni w Skrzyszowie przez nieuwagę pilnującej go niańki.
Nieszczęście to oderwało na jakiś czas wynalazcę od jego pracy badawczej. Kiedy do niej powrócił okazało się, że jego pomysły nie wyczerpały się a bacznym obserwatorem i wiernym towarzyszem jego prac stał się spadkobierca jego talentu drugi syn - Zbyszko Szczepanik-Dzikowski.
Mieszkając w Tarnowie wynalazca często wyjeżdżał do Berlina, Drezna, Paryża i Wiednia, tam bowiem znajdował poszukiwaną literaturę i wszelkie nowinki związane z wynalazczością. W roku 1914 na krótki okres opuszcza Miasto cała rodzina, uciekając z nowo wybudowanej kamienicy przy ul. Szopena 11 do Wiednia.
Ostatni powrót do Tarnowa
Po wojnie Jan Szczepanik większość czasu spędził poza domem, głównie w Berlinie. Tam też podupadł na zdrowiu i dopiero na dzień przed śmiercią znalazł się, za sprawą żony, ponownie w Tarnowie. W niedzielę 18 kwietnia 1926 roku Jan Szczepanik zmarł. Przyczyną śmierci był rak wątroby. Dwa dni później trumnę wynalazcy na cmentarz stary w Tarnowie odprowadziły tłumy tarnowian. Po dziś dzień jego szczątki spoczywają w grobie rodzinnym Dzikowskich.
Źródła:
A. Pragłowska, Zapomniany wynalazca O Janie Szczepaniku, Tarnów 2002.
A. Pragłowska, Wizytówki miasta Tarnowa, Tarnów 2005.
A. Sypek, Cmentarz Stary w Tarnowie - przewodnik t. II, Tarnów 1994.
