Wyprawa w Karakurum z... tarnow.pl
24 listopada 2006 r.
fot. Adam Pieprzycki (KW Kraków, MKS Tarnovia, Marmot Team), Marcin Szczotka (KW Bielsko-Biała)
Pakistan i Karakorum... - jakże to odległe miejsca na ziemi. A na tym krańcu świata "owcze turnie", znane nam wszystkim jako Turnie Trango. Przygotowania do wyjazdu, lot i nowy, inny świat. Całą sytuacje pomaga nam ogarnąć i odnaleźć się w tym nowym miejscu, agencja Jasmine Tours. Nasze wyobcowanie łagodzi obecność "swoich chłopaków" z drugiej polskiej wyprawy, o spojrzeniach skierowanych w stronę tego samego szczytu. Start z Rawalpindi, skąd po dniu docieramy do Skardu. Podróż busem po Karakorum Highway trwa 2 dni, z noclegiem w upalnym Chillaz (?) . W drodze zaskakuje nas osuwisko skalne. Nawet dynamit nie pomaga, więc musimy zmienić busa, szybko przenosząc nasze rzeczy. W bazie pod Trango międzynarodowe towarzystwo: Słoweńcy, Hiszpanie, Austriacy. A nawet Szwajcarzy i Słowacy, ale wcześniej. Po krótkim rekonesansie, ruszamy następnego dnia na aklimatyzacje pod południową przełęcz. Husajn - nasz kucharz pomaga nam wynieść jeden plecak. Zaskoczeni jesteśmy jego tempem - jakby miał doczepiony silniczek. Taka wysokość to dla niego pestka, wszak nosił już w tym roku worki na 7700 m npm. Nocleg to okropny ból głowy, jak pijani nie możemy się odnaleźć, prochy przeciwbólowe i Diuramid nie pomagają. Następnego dnia pospiesznie schodzimy na dół.
Jak się później okazuje przez kolejne dni, otaczające nas szczyty będziemy mogli podziwiać tylko z bazy. W tym czasie większość okolicznych szczytów otula się bielą. Pogoda się zmienia, a my przechodzimy rozgrzewkową drogę "Oceano Trango" 6A/B RP m 300 na turni przy BC (po wycofie 31 sierpnia w deszczu).
Przechodzimy także 1 wyciągową nowość Sylvio Karo zgodnie ocenioną na "czujne" VI.1 - ok. 40 m rajbungu - 4 spity. Następnego dnia pada następna droga "Karakoram Khush" 6B A0 ok. 300 m na turni "Garda Peak" 4700 m npm. Przebywamy ją klasycznie (6B), prawdopodobnie nowymi wariantami ze względu na słaby schemat drogi.
Po odpoczynku, 8 września wreszcie wbijamy się w ścianę Nameless Trango Tower (6239 m npm). Startujemy po noclegu na 4800m. Jednak szybko uświadamiamy sobie, że nasze plecaki są za ciężkie, powodują bardzo słabe tempo wspinaczki. Nie zniechęcając się, drugiego dnia około 11 jesteśmy na shoulderze i wspinamy się na Enternal Flame. Niestety dużą część wspinania stanowi tu podhaczanie, co mocno nas rozczarowuje - co do naszych możliwości oczywiście. Nadchodzi, zawsze przykra decyzja o zjedzie. Postanawiamy teraz "ugryźć " Drogę Słoweńską" o trudnościach VIII+. Optymistyczna prognoza pogody sprawia, że zauroczeni tą wspaniałą turnią, nie przejmujemy się faktem, że jest to już 3 dzień, ani tym, że pozostało nam ok. 350 m i ok. 9-10 wyciągów wspinania z tego ok. 4 trudne. Poruszanie w ścianie niestety nie zawsze jest klasyczne, ale haczenie stanowi dużo mniejszą część niż na Enternal Flame. Rysy na drodze nie zalodzone, więc nie zaopatrujemy się w ciężki sprzęt, ani w śpiwory. Od godz. 20 zaczyna padać śnieg! W ciemnościach robimy 3 wyciągi z małymi przygodami - klinowaniem liny itp. Półsiedząc, wśród padającego śniegu, na wysokości ok. 5900 m npm, czekamy na poranek. Decyzja o odwrocie jest szybka: przemarznięte palce u nóg, padający śnieg, ściana zalepiona śniegiem i brak drugich "normalnych" butów, oraz śpiworów. Nim po 6 godzinach osiągniemy bazę, w czasie zjazdów czekają nas kolejne przygody m.in. .z klinującą się liną. Po odzyskaniu sił, 14 września przechodzimy "nową" drogę, na pierwszym na prawo szczycie od "Garda Peak". Trudności ok. VI.3 A0 - długość 700m. Szczyt został wstępnie nazwany "Eagle's Paek" (ok. 5100 m npm), a droga "Błąd pre/trans". Jak się później okazało, rok temu zespół Clearwater-Frimer-Johnson przeszedł drogę "Severance Ridge" (1600 m). Z opisów zamieszczonych w sieci można wywnioskować, że w dolnej części szli podobnym terenem, o czym nie wiedzieliśmy wspinając się na tej ścianie. Powstał więc zapewne wariant do tej zeszłorocznej drogi. Opuszczenie tej ściany nie było za łatwe, sporo terenu w zejściu i 6 długich zjazdów pomagają w dotarciu na ziemię. Zbliża się niestety ostatni dzień pobytu w bazie. Nie marnujemy go, przechodząc 19 września część filara/grani do 2 turni Severance Ridge (ok. 5000 m npm). Droga ma długość 650 i trudności VI.2 A0. Drogę nazywamy: "Nieuchwytne szczyty". Co prawda nie kończy się tam gdzie sobie wymyśliliśmy, ale na małej turniczce - cóż kolejne 3 nowe zjazdy i jesteśmy przy naszych starych .....tzn. przez nas założonych po przejściu "Błąd pre/trans".
Warto tu wspomnieć o jakości wspinania w rejonie Trango. Wspaniała jakość granitu umożliwia nam wspinanie przy użyciu samych kostek i camów. Haków używaliśmy tylko przy zakładaniu stanowisk zjazdowych, a spitów nie posiadaliśmy. Był to ostatni dzień wspinania (i naszego pobytu w bazie), ponieważ rozpoczęliśmy zejście do Askoli (2 dni), podróż jeepem do Skardu a później samolotem PIA (linia nazywana żartobliwie Pleas Inform Allah lub Probably Insallah Airlines) do Islamabadu.
Adam Pieprzycki (KW Kraków, MKS Tarnovia, Marmot Team) Marcin Szczotka (KW Bielsko-Biała)
